Białołęka inwestycjami stoi

Białołęka inwestycjami stoi

0
PODZIEL SIĘ

 – Niektórzy deweloperzy próbują „iść na skróty” przy uzyskiwaniu dostępu do dróg publicznych. Nie zgadzamy się na to, bo to nie w porządku wobec innych podmiotów – mówi wiceburmistrz Białołęki Jacek Poddębniak.

Do mediów dochodzą słuchy, że stał się pan wrogiem deweloperów. Czy to prawda?

Słowo „wróg” jest tu zbyt mocne, ale faktem jest, że mamy z niektórymi inwestorami rozbieżne zdania. Uważam, że każda firma, która chce inwestować na Białołęce, powinna być traktowana tak samo. Tymczasem niektórzy deweloperzy próbują „iść na skróty” przy uzyskiwaniu dostępu do dróg publicznych. Nie zgadzamy się na to, bo to nie w porządku wobec innych podmiotów.

Na czym polega to chodzenie na skróty?

Część działek ma dostęp do drogi publicznej, inne takiego dostępu nie mają. Te drugie są kilkakrotnie tańsze, ponieważ bez takiego dostępu nie można uzyskać pozwolenia na budowę. Co wówczas robią deweloperzy? Żądają od urzędników, by na podstawie specustawy drogowej wywłaszczyli grunt pod drogę publiczną, która będzie prowadziła do ich inwestycji. Dzięki temu zapłacą za grunt mniej niż ci, którzy kupili działkę, na której można było budować od początku. Nie ma na to naszej zgody.

Czy to znaczy, że deweloperzy będą mieli teraz problemy
z uzyskiwaniem pozwoleń na budowę?

Podam taki przykład: jeśli mieszkaniec składa wniosek o wydanie dowodu osobistego, to urząd mu ma obowiązek taki dowód wydać. Podobnie jest z deweloperem składającym wniosek o pozwolenie na budowę. Jeśli ma komplet dokumentów i spełnia wszystkie warunki, w tym warunek dostępu do drogi publicznej, to takie pozwolenie dostanie. Problem polega na tym, że deweloperzy nie mają takiego dostępu, a mimo to składają wnioski. Liczą na to, że urząd za nich taki dostęp zdobędzie. Proszę jednak pamiętać, że jest to wywłaszczenie, więc jeśli chcemy zrobić drogę, to musimy zabrać komuś fragment jego ziemi.

Czyli takich wywłaszczeń już nie ma?

Bardzo rzadko dla inwestycji deweloperskich. W zeszłym roku mieliśmy pięć takich przypadków. Cztery z nich dotyczyły zabudowy jednorodzinnej, a jeden wielorodzinnej. Ten ostatni był jednak motywowany dobrem społecznym, a mianowicie uzyskaniem dostępu do planowanej pompowni na Zielonej Białołęce, dzięki której możliwe będzie skanalizowanie części Zielonej Białołęki i szkoły przy ul. Ruskowy Bród.

Czy to prawda, że działki na Białołęce już się kończą?

Na Białołęce mamy dużo niezabudowanych działek. Jednak wiele z nich jest potrzebnych do budowy odpowiedniej infrastruktury. Wciąż powstają kolejne osiedla mieszkaniowe, przybywa mieszkańców i my musimy być gotowi, aby zapewnić im dostęp do szkół, przedszkoli, placówek opieki zdrowotnej itp.

Jednak przecież niektórzy deweloperzy chwalą się, że sami za darmo budują taką infrastrukturę.

Owszem, ale tylko drogi dojazdowe do własnych inwestycji. My musimy myśleć szerzej, tak zaplanować rozwój dzielnicy, by każda z tych placówek miała jak najbardziej wygodny dostęp dla mieszkańców. Na obecną chwilę najbardziej potrzebne na Białołęce są drogi i placówki oświatowe. Budujemy je. W 2017 r. oddamy dwie duże szkoły, cztery przedszkola i trzy żłobki. Rozpoczniemy jeszcze jedną dużą inwestycję – szkołę przy ul. Verdiego, która będzie oddana do użytku w 2018 r.

W tym roku Białołęka ma rekordowy budżet inwestycyjny.

To prawda, planujemy wydać w tym roku 134 mln zł. Z tej kwoty będziemy finansowali głównie budowę placówek oświatowych. Warto podkreślić, że jest to rekordowy budżet w skali Warszawy, ale rekordowe są też nasze potrzeby. Jeszcze większe inwestycje poczynić ma Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, które planuje wydać na infrastrukturę na Białołęce ponad 300 mln zł. Jesteśmy drudzy pod względem inwestycji MPWiK, za Wawrem.

Dziękuję za rozmowę,
Robert Biskupski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ